niedziela, 3 grudnia 2017

Biała Polska.

Biała Polska.
Wiem, że w dzisiejszych czasach wielu osobom się marzy biała Polska, więc chyba powinni się cieszyć. Stało się. :]

Ja tam się nie cieszę. Mnie się biała Polska nie marzy. Na żaden sposób. :]





poniedziałek, 27 listopada 2017

Zima.

Zima.
Nie łudźmy się, już tu jest. Zima, jędza. 
Jest zimno i mokro od miesiąca. 
Byle do maja, w maju już zazwyczaj jest dość ciepło. W kwietniu BYWA ciepło. Marzec to nieporozumienie. Obietnica wiosny, która nie nadchodzi i śnieg na Wielkanoc. Cztery, pięć miesięcy i znowu będzie znośnie, prawda? 

Zwariuję.

Młodszy kot zaokrąglił się na zimę znacznie. Zmienił też futro jak profesjonalne, dzikie zwierzę. Sierść zrobiła się długa, a podszerstek tak gęsty, że trzeba mocno rozgarniać, żeby zobaczyć skórę. Piękny, zimowy, tłusty, puszysty okaz. Z dzwoneczkiem, bo gnojek zaczął spędzać całe dnie, oblizując się pod karmnikiem dla ptaków.



Kot stary za to w tym roku spędza większość czasu w domu, więc futro zmieniło mu się o wiele mniej, niż w poprzednich latach. Owszem, w uszach wyrosły długie włosy, ale poza tym sierść nie ma tej gęstości, co u kota, któremu się chce wyjść na mróz. Emerytura zawitała do staruszka, chociaż z dnia na dzień jednak jest lepiej, bo dokarmiam go mocniej i w suche dni wyrzucam na werandę, żeby poczuł trochę zew natury.

I tak nam mija początek polskiej paskudnej zimy. 
Chcę do słońca.

Zdjęcie robione kartoflem po ciemku, ale kotki takie ładne...

niedziela, 12 listopada 2017

Najnowsze wydarzenia.

Najnowsze wydarzenia.
W moim domu dzieje się bardzo wiele. Głównie jest to robienie bałaganu i nie wychodzimy nigdzie dalej, niż na własne podwórko. Oglądamy filmy (drugi sezon Stranger Things bardzo dobry!), gramy w planszówki (najnowszy nabytek to Wyspa Skye, prezent, całkiem spoko) i jemy bez umiaru (odkryłam radość ziemniaków z boczkiem i kiszoną kapustą, na wiosnę będzie trzeba straży pożarnej, żeby mnie wydostać z domu).

Zebrałam z drzew ostatnie dobra. Rajskie jabłka, trochę już przejrzałe, z pękającą skórką, przerobiłam na cierpki dżem. Widzę go oczami wyobraźni na gofrach i naleśnikach w sobotnie, mroźne poranki.

Póki co jesień jest dość łaskawa, ale i tak jest mi na tyle zimno, że przynajmniej raz w tygodniu przeglądam ofertę Ryanaira. Tylko że nie mam czasu na wyjazdy. :)

Byle do świąt. :)


niedziela, 29 października 2017

Przeciwkurzowo.

Przeciwkurzowo.
Znowu przestój na blogu, bo rok szkolny nie daje chwili wytchnienia, a pogoda się zepsuła i nawet spacerów w weekendy nie da się uskuteczniać. Dzisiaj kolejny orkan wieje, deszcz zacina, nie ma siły wyściubić nosa z domu. Najbliższe wakacje nawet jeszcze nie majaczą na horyzoncie. 

Na pocieszenie - w listopadzie w Krakowie pojawi się piękna wystawa dzieł Wyspiańskiego, na którą pójdziemy obowiązkowo. Poza tym - codzienność, pustka, prawdopodobnie wilki. 

Nieśmiało rozważam objazdówkę po Europie latem (preferowałabym pod koniec czerwca, jeśli uda się urwać dziecku trochę szkoły), bo może zmienimy nasze dziesięcioletnie, spracowane auto, na młodsze, więc będzie mniejszy strach gdzieś jechać. Nie planuję jednak jeszcze wcale w konkretach, bo ostatnio, kiedy ten pomysł rozważaliśmy, posypały się nam wszystkie plany na wszystkich możliwych polach. Nie będę zapeszać. ;) 

Do czerwca jednak daleko, nie wiadomo, co mi jeszcze strzeli do głowy, a póki co muszę poszukać sobie innych odskoczni. :)

-----
Poniżej dwa zdjęcia z katedralnego muzeum w Kadyksie.




czwartek, 5 października 2017

Purrr.

Purrr.
Stary kot czuje zimę. I je. Je non stop. 
Płacze nad miską dzień cały, ma focha, kiedy jest pusta i je za szybko i za dużo, co kończy się nieszczęśliwie, więc muszę mu dawkować wszystko w małych dawkach i drobnych kawałkach. 

Powiadam Wam, będzie minus trzydzieści przez pół roku. A kot będzie wkrótce ważył więcej, niż ja.


poniedziałek, 2 października 2017

Spacerkiem.

Spacerkiem.
Zmierzamy ku jesieni.









niedziela, 1 października 2017

Babie lato.

Babie lato.
Ostatnie kilka dni to pogoda marzeń. Słonecznie, nie gorąco. Piękne światło prześwitujące przez widocznie już zamierającą zieleń. Długie spacery po wsi, która w tym roku oszalała na punkcie kukurydzy. Wszyscy mają kukurydzę, obłęd. :)

Jest pięknie, za miesiąc już prawie nie będzie liści na drzewach, więc trzeba się nacieszyć, bo przed nami 7-8 miesięcy zimna.







piątek, 15 września 2017

Z braku laku.

Z braku laku.
Blog mi zarasta kurzem, ale koniec lata w tym roku to pasmo awarii, nieskoszonych trawników i kompletnego marazmu jednocześnie.

Żadnych ekscytujących wyjazdów, żadnych zdjęć w ogrodzie (poza zdjęciami kotów śpiących w altanie), nic, null, zero.

Doceniam codzienność, która jest leniwa i nieekscytująca. Im mniej się dzieje, tym lepiej. Samoloty, które przelatują nad moim podwórkiem, nie wzbudzają mojej zazdrości. Nie mam ochoty, póki co, nigdzie podróżować, chociaż czasami łapię się na ekscytacji nowymi połączeniami Ryanaira, albo na cichym rozważaniu, czy jesienny weekend w Paryżu byłby dobrym pomysłem. Ale póki co - aparat przecieram szmatką do kurzu. Siadam z książką, w chłodne wieczory zapalam świece, zdarzyło też mi się już napalić w kominku, bo wilgoć w czasie ulew była zbyt przejmująca.

Koty drzemią na sofie całymi dniami, zwłaszcza szary staruszek, który w zasadzie już nie robi nic innego. A ja z nimi. Porządki jesienne muszą się w tym roku zrobić same.

Dobrze jest, kiedy nic się nie dzieje. Niech się nic nie dzieje nadal.


sobota, 26 sierpnia 2017

Krzesławice.

Krzesławice.
Dzisiaj krótka wycieczka po Wzgórzach Krzesławickich. Fort Krzesławice to obecnie zadbana i ładna siedziba Domu Kultury. Ten konkretny element umocnień Twierdzy Kraków nie robi może imponującego wrażenia, ale to spokojne miejsce na niedługi spacer.

Na zapolu fortu spoczywa 440 osób - ofiar hitlerowców i to właśnie im poświęcony jest pomnik nieopodal umocnień. Nic szczególnie imponującego, ale - jak na ten rejon miasta, mało uczęszczany przez turystów - to miejsce dobrze utrzymane.









sobota, 19 sierpnia 2017

Big Apple.

Big Apple.
W tym roku mój mąż znowu leci do NYC beze mnie, bo rok szkolny ma swoje prawa.
Ale wspomnijmy przez chwilę to męczące miasto, które chętnie odwiedziłabym kiedyś, jak jest bardziej zielone, niż w lutym.






Metropolitam Museum of Art:








Central Park:



czwartek, 3 sierpnia 2017

Wątpliwości.

Wątpliwości.
Wydaje mi się, że Polska zmierza w złym kierunku...



środa, 26 lipca 2017

Gizzeria Lido.

Gizzeria Lido.
No dobra, wyspacerowaliśmy dwa veta, ale chociaż to jeszcze nie koniec, kilka zdjęć dla odskoczni.

Gizzeria Lido to mieścina na wybrzeżu Włoch, region Kalabria. 10 minut taksówką od małego lotniska Lamezia. Nic tam nie ma - ani zabytków, ani infrastruktury. Publiczny transport prawie nie istnieje, otwarte są dwie knajpy, bar, jeden sklep spożywczy (maleńki), apteka. I tyle. Nie da się nigdzie zapłacić kartą, po angielsku prawie nikt nie mówi (jedna kelnerka w barze Pantera Rosa), nie kupicie tam ani jednej "pamiątki", ani nie wydacie pieniędzy na nic poza lodami i kolacją (obie restauracje otwierają się dopiero o 19.30, w dzień otwarty jest bar, gdzie można wypić drinka, zjeść lody i kanapkę).

Za to w środku lipca plaża tam jest PUSTA. No, może nie tak całkiem, bo po południu przychodzą czasem włoskie rodziny poplażować, ale generalnie jest na tyle spokojnie, że na plaży siedzą wędkarze i łowią ryby (przez nikogo nie niepokojone). :)

Stoi tam też na plaży hotel, duży, wypasiony i luksusowy. I niemal pusty. Połowa pokoi nie ma nawet zasłon w oknach, bo są nieużywane. W drugiej połowie zajętych było może z pięć pokoi.

Zdjęcia robiłam niemal tylko komórką. Przez cztery dni leżałam nad basenem, na plaży i nudziłam się jak mops. Jako typ intensywnie zwiedzający, trudno mi było przyjąć ten tryb spędzania wolnego czasu, ale mój syn mógł wyżyć się do woli w wodzie, wyszaleć wakacyjnie i kompletnie bezmyślnie. To było potrzebne.

Nie jest to miejsce dla mnie. Ja się nie opalam, chowam w cieniu, choć popływać lubię. Niemniej - jeśli już plażować - to w dokładnie takim spokoju. Bez wrzasków, głośnej muzyki, ciasnoty, hałasu. Ot, książka i na leżaczek. To był mój pierwszy raz urlopowania w taki sposób. Żeby nie było, że nie próbowałam. :D










Copyright © 2016 Ruda Wianki , Blogger