Z braku laku.

Blog mi zarasta kurzem, ale koniec lata w tym roku to pasmo awarii, nieskoszonych trawników i kompletnego marazmu jednocześnie.

Żadnych ekscytujących wyjazdów, żadnych zdjęć w ogrodzie (poza zdjęciami kotów śpiących w altanie), nic, null, zero.

Doceniam codzienność, która jest leniwa i nieekscytująca. Im mniej się dzieje, tym lepiej. Samoloty, które przelatują nad moim podwórkiem, nie wzbudzają mojej zazdrości. Nie mam ochoty, póki co, nigdzie podróżować, chociaż czasami łapię się na ekscytacji nowymi połączeniami Ryanaira, albo na cichym rozważaniu, czy jesienny weekend w Paryżu byłby dobrym pomysłem. Ale póki co - aparat przecieram szmatką do kurzu. Siadam z książką, w chłodne wieczory zapalam świece, zdarzyło też mi się już napalić w kominku, bo wilgoć w czasie ulew była zbyt przejmująca.

Koty drzemią na sofie całymi dniami, zwłaszcza szary staruszek, który w zasadzie już nie robi nic innego. A ja z nimi. Porządki jesienne muszą się w tym roku zrobić same.

Dobrze jest, kiedy nic się nie dzieje. Niech się nic nie dzieje nadal.


Komentarze

Popularne posty