Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Bolonia, część ostatnia.

Udostępnij ten wpis:
Dzisiaj pożegnalna porcja zdjęć ze słonecznej, zabytkowej Bolonii. 

Wybierzcie się tam kiedyś na spacer, a tymczasem będę dla Was wkrótce szykować nieco dłuższą relację (bo pobyt będzie dłuższy, niż weekend) z Majorki. 

Niestety Majorka może okazać się chłodniejsza, niż wielkanocna Bolonia, bo prognozy są na mój wyjazd umiarkowanie zadowalające. Czyżby moje absolutnie uniwersalne szczęście do pogody podczas wyjazdów zagranicznych, miało się w końcu odwrócić? Trzymajcie kciuki, żeby jednak nie było tak źle. :)

A tymczasem - ogryzki z Bolonii:










piątek, 15 września 2017

Z braku laku.

Udostępnij ten wpis:
Blog mi zarasta kurzem, ale koniec lata w tym roku to pasmo awarii, nieskoszonych trawników i kompletnego marazmu jednocześnie.

Żadnych ekscytujących wyjazdów, żadnych zdjęć w ogrodzie (poza zdjęciami kotów śpiących w altanie), nic, null, zero.

Doceniam codzienność, która jest leniwa i nieekscytująca. Im mniej się dzieje, tym lepiej. Samoloty, które przelatują nad moim podwórkiem, nie wzbudzają mojej zazdrości. Nie mam ochoty, póki co, nigdzie podróżować, chociaż czasami łapię się na ekscytacji nowymi połączeniami Ryanaira, albo na cichym rozważaniu, czy jesienny weekend w Paryżu byłby dobrym pomysłem. Ale póki co - aparat przecieram szmatką do kurzu. Siadam z książką, w chłodne wieczory zapalam świece, zdarzyło też mi się już napalić w kominku, bo wilgoć w czasie ulew była zbyt przejmująca.

Koty drzemią na sofie całymi dniami, zwłaszcza szary staruszek, który w zasadzie już nie robi nic innego. A ja z nimi. Porządki jesienne muszą się w tym roku zrobić same.

Dobrze jest, kiedy nic się nie dzieje. Niech się nic nie dzieje nadal.


piątek, 12 maja 2017

Gibraltar, część druga.

Udostępnij ten wpis:
No bo tam tak ładnie jest... I można popatrzeć na Afrykę po drugiej strony cieśniny. I w ogóle. Jedźcie na Gibraltar. :)

















czwartek, 11 maja 2017

Gibraltar, część pierwsza.

Udostępnij ten wpis:
Kiedy planowaliśmy, że odwiedzimy Gibraltar, sytuacja polityczna na chwilę się zaogniła i na kilka dni kolejki na granicy zaczęły przekraczać granice rozsądku. Ot, brexitowe przepychanki między GB a Hiszpanią. Wstępna wersja naszego wyjazdu zakładała więc, że podjeżdżamy do granicy, a jak będzie słabo, to sobie darujemy. 
Na szczęście wszystko się uspokoiło. 

Podjechaliśmy do granicy i zaparkowaliśmy na płatnym parkingu PRZED granicą. Kolejka samochodów była spora, a piesze przejście było niemal puste. Ponieważ zależało nam na wjeździe na Skałę, to kupiliśmy przed granicą w małej budce bilety na kolejkę wraz z shuttlem do stacji wyciągu. Bardzo wygodna opcja (zwłaszcza, że już wcześnie rano tego dnia był upał).


Wjazd kolejką trwa kilka minut, jest bardzo szybka. I nie dla osób z lekiem wysokości. ;) Do kasy z biletem kupionym przed granicą stoi się dość krótko, mimo że obsługa w kasach jest raczej znudzona i niespecjalnie wylewna.


A teraz słowo o małpach - po pierwsze nie wolno ich karmić i za karmienie małp są olbrzymie mandaty. Po drugie - ostrzeżenia, umieszczone wszędzie (że trzeba pilnować swoich rzeczy, zapiąć plecaki, nie trzymać w ręku niezabezpieczonych - czyli uwiązanych - przedmiotów) MAJĄ SENS. Małpy próbują ludziom wyrywać z rąk wszystko i z radością wywalają to potem w przepaść. Widzieliśmy to. Słuchajcie instrukcji, aparat uwiążcie na pasku na szyi, nie podchodźcie do małp z telefonem wyciągniętym tak, żeby zrobić im zdjęcie z bliska (bo będzie po telefonie), itd..



Ze Skały widać statki płynące przez Cieśninę Gibraltarską. Z morza na bezkresny ocean. Widok, na który mogłabym patrzeć bez końca. Wspaniały, jedyny w swoim rodzaju. Dla tego widoku warto się tam wybrać.








Po zjechaniu na dół wróciliśmy do granicy pieszo. Spacer na kilka km, niezbyt długi, niezbyt krótki, nie wykorzystany przez nas zanadto (idzie się głównie przez handlowe uliczki, uroczo brytyjsko-hiszpańskie), bo bolały nas nogi i było gorąco. Może kiedyś przyjedziemy na spokojnie i jeszcze odwiedzimy pomnik Sikorskiego. Tym razem byliśmy zwyczajnie padnięci.

Aha, ze Skały można zejść pieszo, ale to podobno kilkugodzinne zejście. Po drodze zwiedza się jakieś jaskinie i ruinki. Ludzie w internetach ;) są raczej umiarkowanie zadowoleni z tego spaceru, a ja nie byłam w stanie przy prażącym słońcu podjąć się tego wyzwania. Niemniej - jest to coś, co ewentualnie można kiedyś zrobić. :)

wtorek, 9 maja 2017

Park krokodyli.

Udostępnij ten wpis:
Kiedy zdecydowaliśmy, że po podróży spędzimy pierwsze dwa dni odpoczywając w Torremolinos, szukałam czegoś, co można by tam zobaczyć. Zabytków to tam za specjalnie nie ma, ale za to mają PARK KROKODYLI. :D

Na początek pro tip - jeśli jesteście zdecydowani na wizytę, kupcie bilety online, bo są tańsze, niż w kasach. Ma to znaczenie zwłaszcza, jak idziecie w kilka osób (jak my). Przy obecnym kursie euro to jednak sporo pieniędzy zostaje w kieszeni.

A co do samego parku - totalnie warto. Park jest nieduży, a krokodyle tam zbierają się w zgrabne stosy (podobno się grzeją ;)) i zasadniczo ich nie brakuje. Wszystko jest bardzo dobrze utrzymane, a pokaz/prezentacja to coś, na co koniecznie pójść trzeba, jeśli już się człowiek tam wybierze (godziny pokazów są na stronie www parku).

Pracownik parku długo i ciekawie opowiada o życiu krokodyli (po hiszpańsku i angielsku), łażąc między nimi z wielki kijem i wszystko to jest bardzo interesujące, serio. :) Krokodyle rulez! :D









piątek, 7 kwietnia 2017

Wielkanoc, wiosna, upływ czasu.

Udostępnij ten wpis:
Podobno niedługo święta. Lada dzień Polska utonie w jajkach z majonezem.
Słabo do mnie dociera, że czas tak szybko leci, maj za chwilę. Planuję pewien wyjazd, o którym niedługo (i wreszcie się ożywi na blogu), a póki co - z ubiegłego roku - wiosenna baba. :)


I wiosna w krakowskim zoo, rok temu.








Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia